Blog > Komentarze do wpisu
szafa

No właśnie. Szafa. Temat rzeka. Ale moja droga do szafy jeszcze się nie skończyła. 

Historia. To poszukiwania. Od koszmarnych poszukiwań jako nastolatka, poprzez różne nietrafione pomysły. Dojście do okresów kolorystycznych na przykład okres różowy niekoniecznie dopasowany stylowo. Zakupy bo tanio, albo trzymam w szafie  bo dostałam. O to było najczęściej. Nie musiałam wydawać pieniędzy a coś do ubrania było. Nie było dla mnie ważne z czego konkretna rzecz jest. Nie ważne, że po wypraniu robiła się z tego szmata. Czasami trochę za duże albo za małe. 

Dobra. Dość katowania się wspomnieniami. Szafa jest w przebudowie. Ale kilka zasad przyjęłam.

1. Ja wybieram ja decyduje. Nawet jeśli jest to zły wybór. To mój wybór. 

2. Jeśli przynoszę coś do domu to coś z domu musi się wynieść. Czyli jeśli kupiłam bluzkę to jakąś część garderoby muszę oddać, wyrzucić czy sprzedać. Szafa ma swoją pojemność i większa nie będzie. Oczywiście zdrowy rozsądek przede wszystkim. Jest to powiązane z tym żeby kupować ubrania których naprawdę potrzebuję.

3. Jakość. Materiały naturalne, chyba, że sztuczniak ma uzasadnienie, na przykład polar :) no i jakość uszycia. 

4. Styl. Przestaje walczyć. Nie będzie ze mnie dama w garsonce, ani seksowny kociak, nie będę bizneswoman. Czyli co? Nie ukrywajmy dżinsy, bluzka, sweter, T-Shirt lub sukienka, buty płaskie lub niewielki obcas. Prosto. Konkretnie. Kolor jeszcze dopracowuję. Fason prosty, bez cudów na kiju. 

5. Bielizna. Pasująca. Już wiem w jakim fasonie stanika i majtek jest mi najwygodniej i jak dobrać rozmiar. I w przypadku bielizny to podstawa. 

6. Buty. Skóra. Chyba, że treningi ale to inna bajka. 

To chyba na tyle. Z grubsza. Oczywiście szafa to temat rzeka i samograj. Oczywiście moja szafa nie jest unormowana. Zaczęłam i jestem na dobrej drodze. Moje ubrania zajmują dwie półki o długości 90 cm i kilka ubrań na wieszakach w dużej szafie. Jest jeszcze sporo do wyrzucenia. 

Ostatni sukces. Zakup swetra 100% wełna w kolorze zielonym oliwkowym. Wyrzuciłam bluzkę z SpongeBob, którą odziedziczyłam po koleżance syna ( wystarczająco żenujące?)

A następny wpis będzie nie minimalistyczny bo o zakupach :)

piątek, 09 stycznia 2015, mkaroli

Polecane wpisy

Komentarze
2017/02/07 14:32:59
Jeżeli chodzi o podpunkt drugi, to zgadzam się i sama robię podobnie. Zazwyczaj oddaję ubrania, a jeżeli coś się popsuje (zaplami lub będzie miało maleńką dziurkę) to jak bardzo bym nie kochała tej rzeczy, ale musi opuścić moją szafę. Przecież i tak nie będę chodzić w czymś, co ma dziury, prawda? A tylko miejsce w szafie zajmuje. Nawet jeśli to jest ulubiony sweter.