Kategorie: Wszystkie | codzienne zmagania | kuchnia | wspominki
RSS
środa, 11 lutego 2015
Jagunia

Rozmawiamy sobie o zabawach na placu zabaw:

"No i jest taki Seweryn i on tak zaiwania po tym placu zabaw"

"A mówi?" - staje w obronie Jagi Macias.-" widzisz. Seweryn będzie mięśniakiem a Jagunia intelektualistką, Seweryna mama będzie badała na ADHD a Jagunia dostanie Nobla." 

 

 

sobota, 24 stycznia 2015
czasami trzeba puścić

Mam tak, że się zapalam do jakiegoś pomysłu. Czasami jest to nauka czegoś, chodzenie na jakieś ćwiczenia albo inna rzecz.

Albo bujna myśl, że wezmę  do opieki jeszcze jedno dziecko. No bo dwójka właściwie taka sama praca a się lepiej chowają, a trzeba spróbować. No bo przecież kobiety sobie radzą z dwójką dzieci. No bo sobie radzą bo muszą. A ja nie muszę. Zastanawiałam się uczciwie przez dwa dni. Wzięłam pod uwagę wszystkie za i przeciw. I puściłam. Jedno dziecko jednocześnie.  Lepsza niania uśmiechnięta i nie zagoniona. A dziecko do towarzystwa się znajdzie. 

Drugi przykład nakręcenia. Sobota w zeszłym tygodniu. Po cudnym treningu nakręciłam się na trening niedzielny. Napalona byłam jak " Arab na kurs pilotażu ". Że super. Że będę chodziła i przyszedł niedzielny poranek. I koleżanka z która się umawiałam powiedziała, że nie idzie. I pierwszy odruch idę. A następny "a tak właściwie to mi się nie chce". I puściłam. Poszłam z Panem i Władcą oraz z psem na długi spacer. Warto było puścić. 

Trzeba sobie odpuścić. Poprawka. Można sobie odpuścić. Nawet w sprawach teoretycznie robionych dla przyjemności. Potrzebna jest równowaga.

środa, 21 stycznia 2015
dzień stracony

Dzień bez wyrzucenia czegokolwiek dniem straconym. Albo oddania komuś czegoś. Nie mam problemów z oddawaniem i wyrzuceniem ubrań. Tu jest szybka decyzja- będę nosiła?, dobre jest?, lubię to? Jeśli na przynajmniej jedno z tych pytań odpowiedź jest nie to ubranie ląduje w koszu albo idzie na wydanie. Kosmetyki tu także jest prosto albo zużywam do końca albo wynocha do kosza :) Książki tu jest ciężko. Wyrzucić  nie wyrzucę bo mnie to boli. Oddać? A czy ktoś jeszcze chce książki? Poza tym z większością z nich jestem związana emocjonalnie. Na razie wylądowały w piwnicy. Może znajdę jakąś bibliotekę. Płyty z filmami. Przez ostatnie 15 lat zbierane, kupowane i otrzymywane. Jak wyrzucić coś za co zapłaciłam 50 zł? I raz obejrzałam? Gdzie można oddać filmy? Jak przekonać rodzinę, że trzymanie filmów w dzisiejszych czasach jest bez sensu. A co zrobić z płytami z muzyką, której nie słucham? Tyle trudnych decyzji. Trudno mi się rozstać z rzeczami związanymi z ogólnie pojętą kulturą, nawet tą nie najwyższych lotów. Czy jest na to sposób? Potrzebuję wsparcia i pomocy bo zostanę naga ale otoczona książkami i płytami.

niedziela, 18 stycznia 2015
o telefonach

Telefony teraz mogą wszystko. Zdjęcia, internet, gry, rozmawianie przez pisanie, informacje ważne i nieważne, SMS i zwykła rozmowa. I to wszystko w malutkim urządzonku. Podotykasz i już wiesz. I znowu podotykasz i znowu wiesz. I możesz zagrać. Jesteś na urodzinach albo na przyjęciu ale przecież lewel  albo bitwa jest do rozegrania. Nikt się już prawie nie dziwi. Telefon w ręku w każdej wolniej chwili. 

Dzisiaj byliśmy na spotkaniu. I po pierwsze SMS od siostry a po drugie telefon od mamy.Obie informacje przyjełam ale  następnym razem wyciszę telefon. Walczę z mężem i dziećmi aby nie używali telefonów przesadnie a sama gdy tylko zadzwoni lub usłyszę charakterystyczny sygnał sms robię się niespokojna. 

Czy są ogólne zasady korzystania z telefonów? Czy określa to TYLKO dobre wychowanie?

poniedziałek, 12 stycznia 2015
sklepy odzieżowe

Syn będzie miał studniówkę, potrzebował garnituru. Poszliśmy ,kupiliśmy. Mogę polecić sklep Pawo w galerii alfa w Gdańsku. Panie wiedzą czym handlują i potrafią to sprzedać. W bardzo miły sposób.

W ostatnim czasie byłam jeszcze w jednym sklepie tym razem z Siostrą. Niestety odniosłam bardzo złe wrażenie mimo, że jest to bardzo popularna dość droga marka. Bałagan , ciuchy leżące bylegdzie a gdy chciałam wejść z Siostrą do przymierzalni potraktowano nas jak złodziei. I robią to wszystkim swoim klientom. Każą przykładać torebki do czujnika. Wiem, że nie pójdę tam więcej. Bo nie muszę.

niedziela, 11 stycznia 2015
zakupy

Zakupy zawsze były dla mnie okropne. W sklepach są ludzie. Jest ich pełno, snują się, marudzą, zajmują przejścia. Byłam po obu stronach lady więc wiem. Ale nie chce marudzić o tym, że zakupy to zło a ludzie wstrętni. Miało być o zakupach. 

Zakupy w naszych czasach są po prostu koniecznością. Wymiany towarów są rzadkością. Chociaż według mnie jest to najbardziej ludzka forma pozyskiwania towarów i wykonywania usług.  

Ale wróćmy do zakupów. Ideał zrobienie listy zakupów i trzymanie się jej. Jeszcze nigdy nie udało mi się kupić tylko rzeczy z listy, nawet jak ją stworzę.

Następny ideał kupowanie takiej ilości aby nie zalegały nadmiary. Tez dla mnie bardzo trudny. Przy pięcioosobowej rodzinie "utrafienie" z ilością nie jest proste, w dodatku każdy ma jakieś wymagania.

No i jakość. Mój ostatni Fiś. Zakupy zrobiły się jak chodzenie po polu minowym. Dodatki, wzmacniacze, aromaty, podkolorywacze i to wszystko ukryte w jedzeniu. Co gorsza sprzedawcy nie znają składów i z niechęcią udzielają informacji gdy prosi się o przeczytanie składu a sklepy nie mają tabliczek z składami wędlin i serów.

Na szczęście rzadko trafia mi się nieuprzejmy sprzedawca. Kiedyś nawet będąc w dość luksusowym markecie polskiej sieci, po raz pierwszy w tym sklepie kupowałam ryby. Niczym nie wyróżniająca się ekspedientka pakowała pod moje dyktando kawałki:"poproszę ten kawałek i tamten" . w pewnym momencie wyrzuciła ryby z woreczka i powiedziała:" nie sprzedam  tego pani". Ekspedientka zyskała mój szacunek a market klienta. I mają tabliczki z składami :)

Jedzeniowe zakupy są bardzo trudne i jeszcze długo bedę wypracowywała zasady i dostawców. Jeśli znajdę ciekawych, wartych zainteresowania to oczywiście polecę ich na blogu. 

piątek, 09 stycznia 2015
szafa

No właśnie. Szafa. Temat rzeka. Ale moja droga do szafy jeszcze się nie skończyła. 

Historia. To poszukiwania. Od koszmarnych poszukiwań jako nastolatka, poprzez różne nietrafione pomysły. Dojście do okresów kolorystycznych na przykład okres różowy niekoniecznie dopasowany stylowo. Zakupy bo tanio, albo trzymam w szafie  bo dostałam. O to było najczęściej. Nie musiałam wydawać pieniędzy a coś do ubrania było. Nie było dla mnie ważne z czego konkretna rzecz jest. Nie ważne, że po wypraniu robiła się z tego szmata. Czasami trochę za duże albo za małe. 

Dobra. Dość katowania się wspomnieniami. Szafa jest w przebudowie. Ale kilka zasad przyjęłam.

1. Ja wybieram ja decyduje. Nawet jeśli jest to zły wybór. To mój wybór. 

2. Jeśli przynoszę coś do domu to coś z domu musi się wynieść. Czyli jeśli kupiłam bluzkę to jakąś część garderoby muszę oddać, wyrzucić czy sprzedać. Szafa ma swoją pojemność i większa nie będzie. Oczywiście zdrowy rozsądek przede wszystkim. Jest to powiązane z tym żeby kupować ubrania których naprawdę potrzebuję.

3. Jakość. Materiały naturalne, chyba, że sztuczniak ma uzasadnienie, na przykład polar :) no i jakość uszycia. 

4. Styl. Przestaje walczyć. Nie będzie ze mnie dama w garsonce, ani seksowny kociak, nie będę bizneswoman. Czyli co? Nie ukrywajmy dżinsy, bluzka, sweter, T-Shirt lub sukienka, buty płaskie lub niewielki obcas. Prosto. Konkretnie. Kolor jeszcze dopracowuję. Fason prosty, bez cudów na kiju. 

5. Bielizna. Pasująca. Już wiem w jakim fasonie stanika i majtek jest mi najwygodniej i jak dobrać rozmiar. I w przypadku bielizny to podstawa. 

6. Buty. Skóra. Chyba, że treningi ale to inna bajka. 

To chyba na tyle. Z grubsza. Oczywiście szafa to temat rzeka i samograj. Oczywiście moja szafa nie jest unormowana. Zaczęłam i jestem na dobrej drodze. Moje ubrania zajmują dwie półki o długości 90 cm i kilka ubrań na wieszakach w dużej szafie. Jest jeszcze sporo do wyrzucenia. 

Ostatni sukces. Zakup swetra 100% wełna w kolorze zielonym oliwkowym. Wyrzuciłam bluzkę z SpongeBob, którą odziedziczyłam po koleżance syna ( wystarczająco żenujące?)

A następny wpis będzie nie minimalistyczny bo o zakupach :)

czwartek, 08 stycznia 2015
zmiany

Zaniedbałam tego bloga straszliwie. Zrobił się przechowywania głupich tekstów i zagrywek moich dzieci a przecież nie o to chodziło na początku. Miało być o tym co się u mnie dzieje, co mi w duszy gra, czym żyję.

Czy można połączyć starą i nową wersję bloga?

A czy ja jestem nowa?

Nie wiem. Wiem, że się zmieniam. To chyba dużo wiem. Wiem w jakim kierunku chcę podążać. Wielu z mojej rodziny i znajomych ( tych nie mam znowu aż tak wielu) z zniesmaczeniem reaguje na moje zmiany: " ty i minimalizm...""z twoim trybem życia". Ja wiem. Ja rozumiem. Może nie minimalizm bo z przysłowiową setką przedmiotów się nie widzę ale ograniczenie, kontrola, wyciszenie i uważność.  Zobaczę co będzie dalej. 

Zaczęło się od ... No właśnie od nadmiaru. Nadmiaru rzeczy przede wszystkim ale też nadmiaru zadań, wrażeniu, że wszystko jest na mojej głowie, że muszę.

Od czego zaczęłam? Jak to kobieta od szafy. Ale o tym będzie następny wpis :)

czwartek, 21 sierpnia 2014
Znajomość swojego ciała

Wokół szaleje grypa żołądkowa. Koszmar jakiś. Babcia leżąca, Maleńka ledwo żywa, Pana i Władcę rozkłada. A ja się jakoś dziwnie czuję. Nie, nie żebym czuła się chora (chociaż przed pierwszą herbatą miałam takie podejrzenie) ale coś mnie bolą wszystkie mięśnie, zwłaszcza brzucha. Jak nic żołądkówka. Tylko dlaczego bolą mnie mięśnie żeber? I nastąpiło olśnienie. Pan Krzysio na treningu dwa dni temu popracował z nami nad wytrzymałością i uparł się, że brzuch powinien być napięty cały czas. 
Twardzieli grypa żołądkowa nie bierze :) 

sobota, 05 kwietnia 2014
Mackocytaty

Piątkowy wieczór.  Gadamy o rzeczach waznych i malowaznych. W koncu mówię: " u nas w rodzinie wszyscy zawsze dobrze słyszeli. ?." I na to mój niezawodny synek mówi: " no nie wiem mamusia,  ile razy do mnie mówisz a ja nie robię? " no i się wydało,  ze woli nie słyszeć len jeden ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 84
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30